Trudne pytania i ….

-Mamo a wiesz Patryk mi powiedział, że jak się spali piasek to powstaje szkło.
-Tak ale to musi być specjalny piasek i specjalny piec, w którym jest bardzo wysoka temperatura.
– szkoda bo myślałem, że sam sobie zrobię szkło.
– Nie ma szans w normalnych warunkach piasek gasi ogień.
– o to super zrobie sobie eksperyment co lepiej gasi ogień, piasek czy woda..
– z tatą zrobisz ten eksperyment a teraz mi przyrzeknij, że sam nigdy nie będziesz robił eksperymentów z ogniem.
– a doświadczenia mogę?
-Nie ani eksperymentów ani doświadczeń z ogniem ani z niczym gorącym jak jesteś sam.
– ok.
– Nie ok tylko przyrzeknij!
– Przyrzekam chociaż musisz wiedzieć, że ogień to bardzo interesujące zjawisko.

-Mamy ocet i sodę oczyszczoną.
-tak a po co ci?
-to super bo można zrobić taki eksperyment, że jak się wsypie sode do butelki z ocetem to powstaje gaz, można na butelkę założyć balon i ten gaz go napompuje, tylko nie patmiętam czy to dwutlenek węgla czy coś innego powstaje.

– Czy czy Mozambik ma dostęp do morza?

– Jakie mundury ma armia w Ghanie?

– Ciekawe czemu pantery wiodą samotny tryb życia a nie stadny?

– Wiesz czemu ja się lubię uczyć angielskiego, żebym nie miał problemów z dogadaniem się jak pojadę do Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej bo w południowej to nie mówią po angielsku.

– Tato ja wiem po co jest bagnet, jak w czasie bitwy wróg jeszcze nie do końca był martwy to się go dobijało żeby nie marnować amunicji.

– Mamo co jest mniejsze Monako czy Andora?

-Dlaczego marszałek sejmu nie jest żołnierzem?

– Jak po angielsku jest łucznik?

– Czy mogę się uczyć języka chińskiego bo w Chinach jest najwięcej ludzi na świecie.

i wiele wiele innych pytań codziennie dziesiątki… setki…
w wydaniu jednego sześciolatka. Do tego absorbują mnie wszelkie niecierpiące zwłoki sprawy dziesięciolatki. Bezwzględnie muszę uczestniczyć w balach kucyków pony, wyprawach po zaginioną tęczę i ratowaniu biednych psiaków uwięziony na górskich szczytach – to z trzylatką i oczywiście najsłodszy Jerzyk który ostatnio zrobił się wyjątkowo towarzyski.
I Jak tu pisać bloga???

A jednak się nie poddaję śpieszę z malinowymi aktualnościami.

Jerzyk dwa tygodnie temu został odpegowany czyli usunięto mu gastrostomię -rurkę w brzuszku służącą do karmienia. Od dawna doskonale sobie radzi z jedzeniem piciem połykaniem w związku z tym osiągnęliśmy wielki sukces i pozbyliśmy się okropnej rury wystającej z brzucha.
Z racji na przebyty zabieg ma przerwę w rehabilitacji , więc nie mam wieści o postępach w staniu ale okazało się też, że prezes świetnie siedzi i to nie na podłodze, skąd nie może spaść ale właśnie na zwykłym, krześle przy stole.
Zaskakuje nas też doskonałą pamięcią bardzo adekwatnie reaguje gdy wspominamy jego doświadczenia. Okazuje się że w tym słodkim i delikatnym misiaczku drzemią niewielkie pokłady złośliwości .
Ostatnio bliźniaki miały okazję oglądania wozu strażackiego, strażak posadził dumnego Jerza za kierownicą natomiast Lidka się bała schowała się za spódnicą mamusi.
Gdy opowiadaliśmy tacie wielką przygodę Jerzyka bardzo się cieszył, ale gdy wspomniałam że Lidzia się bała a on nie to zaśmiał się na głos.
Jestem pewna, że Jerzyk intelektualnie nie odbiega od przeciętnego trzylatka. Pamięta wydarzenia, rozumie język , jeśli ma możliwość reaguje na polecenia niestety nie mówi co go bardzo ogranicza.
Dlatego następny nasz cel to nauka mówienia!!!
Z kilka dni przyjeżdża do nas, Ewcia moja serdeczna koleżanka, która zaproponowała nam intensywny turnus logopedyczny u nas w domu, a jednocześnie w tym samym czasie będzie trwała zbiorcza Nowenna Pompejańska w intencji rozwoju mowy Jerza, którą zorganizował inna równie serdeczna koleżanka Sylwia.

A tak poza tym zbliżają się wakacje!!!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Za co dziękuję.

Kiedyś przeczytałam zdanie które mi utkwiło w pamięci.
” A gdybyś się rano obudził tylko z tym za co wieczorem Bogu podziękowałeś?”.
No byłoby wtedy kiepsko …
Zaczęłam dziękować za dzieci, męża, rodzinę, dom. Ale z czasem doszłam, że to nie wszystko, że to co dostajemy każdego dnia warunkuje każdy następny. Nasze doświadczenia, spostrzeżenia, przemyślenia spotkania, czasmi z przypadkowymi ludźmi, to wszystko ma jakiś cel, ku czemuś nas prowadzi. Uczę się dziękować za wszystko, za trudne sytuacjie za to co mi się nie podoba, nie jest po mojej myśli a jak sobie nie radzę mówię Panu Bogu no nie ogarniam tego, prowadź mnie i dziękuję Ci, że jesteś.
Ostatnio moja wdzięczność skupia się na tym że Pan Bóg jest i ja to wiem, że dał mi wiarę, która nie dopuszcza wątpliwości. Jestem wdzięczna, że mam takie przekonanie, że nawet jak jest źle to będzie dobrze.

Koniecznie muszę wspomnieć o czymś co przepełnia mnie bardzo smutną wdzięcznością. W obiczu prześladowań chrześcijan w Syrii, Pakistanie, Iranie, Egipcie i wielu innych miejscach na świecie, dziękuję Bogu, że nie muszę się bać gdy jestem z rodziną w kościele, że jesteśmy tam bezpieczni , że mogę wyznawać moją wiarę i mówić głośno imię mojego Boga, że mogę mieć krzyż na ścianie w domu i na szyji, że mogę wychowywać moje dzieci zgodnie z tym w Kogo wierzę. Dziękuję też za to, że w mam wokół siebie tylu ludzi dla których najważniejsze są takie same wartości jak dla mnie.
Niestety światowe media bardzo lakoniczne i wybiórczo informują o prześladowaniach chrześcijan, o brutalnych okrutnych morderstwach których skala jest zatrważająca. Co pięć minut bestialsko mordowany, z powodu wiary w Jezusa jest człowiek. Trudno mi pisać o tym co się tam dzieje dlatego odsyłam do wstrzsającego linku:

https://forumemjot.wordpress.com/2014/08/10/holokaust-chrzescijan-w-iraku-krwawe-biesiady-ludobojstwo-na-niespotykana-dotad-w-historii-skale-krzyzowanie-scinanie-dzieciom-glowek-i-nabijanie-ich-na-pal-media-milcza/

To wszystko się dzieje teraz.
Pamiętajcie o modlitwie za tych męcznników o siłę, odwagę i wiarę dla nich.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lubie to :)

Po dłuższej przerwie był u Jerza rehabilitant. Ćwiczyli jak zawsze intensywnie i bez litości dla wylewanych łez Jerza ale z pakietem pochwał i komplementów które młody przyjmuje z radością i dumą .

Pod koniec Pan Maciek mówi -a to Jerzyk dzisiaj coś nowego. Stajemy na nogi.
Jerzyk posadzony siedzi, turla się, próbuje pełzać, stoi ale w pionizatorze pozapinany pasami.
Moim zadaniem było trzymać jego dłonie na oparciu krzesełka, natomiast rehabilitant stabilizował i prostował mu kolana oraz podtrzymywał w tułowiu. A Jerzyk się darł. Rehabilitant powiedział, że musimy mu pokazać, że stanie jest w zasięgu jego możliwości. Zawołałam dzieci które biły radośnie brawo, tu Jerzo przerwał płacz i pozował jak gwiazda na czerwonym dywanie, by po chwali znów wpaść w spazmatyczny płacz.
Za drugim i ostatnim razem był zdecydowanie lepiej w pewnym momencie usłyszałam pana Maćka – osz ty skubańcu. Jerzyk wyprostował kolana i wcale nie potrzebował pomocy i oparcia w utrzymaniu ich w takim stanie, oczywiście był podtrzymywany za ręce i w biodrach, ale jakby nie patrzeć pierwszy raz stał!

A teraz wisienka na torcie. Dzisiaj skończyłam Nowennę Pompejańską w intencji, aby Jerzyk kiedyś zaczął chodzić! Jakiś czas temu w tej samej intencji zakończyła nowennę moja siostra.
Ja wiem, że to daleka droga przed nami, że taka sytuacja jak dziś nie daje żadnej gwarancji, że nie wiadomo co się jeszcze może wydarzyć ale nic mi się tak wiele razy nie śniło jak chodzący Jerzyk.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

Nieperfekcyjna pani domu!

Wczoraj zakończyliśmy porządki przedświąteczne! Porządek nienaturalnie rzucał się w oczy, wszystko było poukładanie, podłogi i okna czyste, kuchnia błyszcząca.
Dzisiaj rano w kuchni zastałam efekt nieudolnie robionego przez dzieci kakao, które się rozsypało, rozlało i jeszcze pochlapało gdzie nigdzie, a po przetarciu rozmazało się na białej podłodze.
Ochoczo zabrałam się do pracy aby przywrócić poprzedni stan kuchni.
Po śniadaniu okruszki i ślady dżemu aż kuły w oczy, a kubeczki i talerzyki domagały się natychmiastowego schowania do zmywarki. Zatem zebrałam okruszki, przetarłam blaty schowałam naczynia.
Zabrałam się za robienie ciasta. Po którym ponownie musiałam przetrzeć blaty, bo ślady mąki burzyły ład idealny w kuchni a drobinki na podłodze wymagały natychmiastowego usunięcia!
Przyszedł czas na malowanie, ozdabianie pisanek, farby plakatowe, kleje, piórka, bibułki……… Mycie stołu, ściany, podłóg!
Lidzi niespecjalnie, przypadkowo wylało się mleko na podłogę…. To nic przecież mop jest pod ręką w każdej chwili można przetrzeć.
Po obiedzie kuchnia znów nie błyszczała.
Spakowałam naczynia do zmywarki, umyłam garnki, przetarłam blaty i zlew, pozamiatałam podłogę ( nie wiem skąd na niej ZNOWU śmieci).
Potem, w końcu zrobiłam sobie kawę i wyszłam z kuchni a potem z domu do kościoła.
Po powrocie zastałam kuchnie w której była robiona kolacja!!!!
A to tylko była kuchnia.
Wniosek po dzisiejszym dniu nasuwa mi się bardzo jasny: porządek a szczególnie jego utrzymanie, jest nie na moje nerwy! Wybieram mój stary dobry bałagan.
Całe szczęście i dzięki Bogu ,że stopień czystości domu nie jest tym co ważne w nadchodzących świętach Wielkiej Nocy.
20150403_132954

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

lekcje…. kolekcje…. rekolekcje

– Mamo, mamo dostałam 3 szóstki i czwórkę.
– Brawo! A z czego?
– No jedną z wiersza, drugą z aktywności, trzecią ze sprawdzinu i czwórkę też ze sprawdzianu.
– Super a z czego były te sprawdziany?
– no… nie wiem…
– jak to nie wiesz?
– no nie pamiętam
– Gośka to sobie przypomnij
– No ten co dostałam szóstkę to był z matematyki a ten co czwórkę do z polskiego.
-ok ale z jekiego materiału?
-no… nie wiem.
-to kto ma wiedzieć?
-no ale pani tylko przeczytała oceny.
-no ale ty pisałaś sprawdzian.
– z matematyki był z mnożenia i dzielenia a z polskiego ze wszystkiego.
-jak ze wszystkiego?
-no ze wszystkiego.
-z samolotów , samochodów i wozów strażackich też.- błyskotliwe wtrąca się Witek
-nie z tego nie z gramatyki, mądralo.
-dobrze że sobie przypomniałaś, czyli przymiotniki, rzeczowniki…. – matka stara się dociekać.
-Nie raczej po jakich spółgłoskach się pisze RZ…
-no to akurat ortografia
-no to mówiłam że nie wiem.
-A u ciebie Wito co się działo w szkole.
-Poznawaliśmy no dzisaj literkę Z i naszym bohaterem był zamek, ale fajnie by było gdyby była Zelandia , Nowa Zelandia.
-Masz jakieś zadanie domowe.
-mam ale nie wiem gdzie mój plecak chyba zostawiłem go gdzieś przed domem…
– gdzie?
– przecież się bawiliśmy jak wróciliśmy ze szkoły! Ale ja też mam do Ciebie pytanie, w Warszawie jest sejm i co w nim jest.
-no sejm to miejsce pracy tych którzy rządzą naszym krajem.
– i tam jest marszałek?
– tak.
– i on jest żołnierzem tak jak marszałek Piułsudzki?
– no nie..
– to poco on tam jest?
– no on pilnuje porządku kto kiedy ma się wypowiadać, o czym będą dyskutować, kiedy głosować….
– ale czemu on sie nazywa marszałkiem?
– to taka nazwa
– ale odpowiesz mi czy nie czemu marszałek w sejmie jest marszałkiem chociaż nie jest żołnierzem…
– yyyyy…. Ale w wypadku gdyby umarł prazydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych wtedy marszałek przejmuję tę funkcję czyli jest podejmuje decyzje wojskowe.
– Aha a ilu jest papieży na świecie?
– jeden
– to po co są na świecie takie kraje jak Andora i Monako , takie małe jak Watykan?
– ( żeby bogaci ludzie mieli gdzie nie płacić podatków- pomyślała matka , ale się ugryzła w język obawiając się konieczności objaśniania systemów podatkowych) – No Andora i Monako są poprostu takimi małymi krajami.
– Mamo a ja teś byłam dzisiaj w śkole!
– naprawde Lidziu?
– naplawde
– i co się u ciebie działo?
– No co ty mamo ona nie była w szkole.
– byłam
-nie byłaś.
-byłam i mieliśmy kolekcje…
-a dostałaś jakąć ocenę?
– tak dostałam… taką lalkę.
– widzisz mamo ona kłamie bo tą lalkę dostała do babci.

Matka pomyślała że przydałby jej się rekolekcje takie w zakonie w ciszy….

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

malinowy zawrót głowy

Przychodzi matka z synem Witkiem do lekarza.
Badający pyta.
– nie boli cię tu?
– tak
– a jak tak zginasz nie boli cię?
– tak
– a jak tu ci nacisne nie boli cię?
-tak
-Naprawde i tu cię boli?
– nie.
– nie boli cię tu?
– tak
-….. ????
Ja- Witek to cie boli czy nie boli?
– nie
– to odpowiadaj jak jest, bo mówiłeś że tak.
– ( szeptm) bo on pytał czy mnie NIE boli!

Lilka- Tato ja i Gosia jesteśmy księżniczkami a Witek policjantem.
– Tak jestem polocjantem pobitym bandytów i leże w szpitalu.
– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Widziałem na takim filmie którego nie powinienem oglądać.

Po wizycie u przyjaciół.
– Mamo Maja się rządziła, bo powiedziała, że tylko trzy osoby się zmieszczą na komodzie, a to nie była prawda bo Tymek się przesunął i było miejsce dla pięciu!
Rodzice w tym czasie pili kawę ciesząc się, że dzieci się spokojnie bawią.

Lidka i Witek w wannie.

Li- bleeeeee! Maaaamooooo, maaamooo umyj mi język….
– Co się stało
– Boo myua yła oya ( z językiem na brodzie)
– jeszcze raz
– bo mikstula była ochydna.
– Jaka mikstura?
– Witek mi kazał wipić
– Witek?
– Nie ja nie.
– Jaka mikstura?
– No wymieszałem w kubeczku kilka szamponów ten płyn i tamten i tą sól wsypałem tą co jest napisane na niej
Sel… De… Mer i tą fioletową która ma napis….
– i co kazałeś to wypić Lidce
– tak kazał
– nie nie kazałem
– powiedz prawdę.
– no nie kazałem.
-ale mi powiedziałeś
– Witek to jak było.
– no bo Witek też pił
– Nie ja wiem że to ochydne.
– A dałeś Lidzi do picia?
– Nie mówie prawde i jak bedę duży i pójdę do spowiedzi to mój Anioł Stróż bedzie wiedział że nie kazałem DZISAJ Lidzi pić mikstury….

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Szósty marc!

Od wielu miesięcy Lidzia niecierpliwie czekała na swoje urodziny. Wszystkim przypominając, że będzie je obchodzić szóstego marc. Trudno jej było się pogodzić z faktem, że to też urodziny Jerzyka. Nie mogła pojąć, że to święto nie będzie mniej jej z recji tego, że brat się urodził dwie minuty wcześniej.

Wspólnie piekłyśmy torty, koniecznie musiała uczestniczyć wszystkich etapach przygotowań od wbijania jajek do biszkoptu po ozdabianie, próbując czy dobrze smakuje na każdym etapie. Rzecz jasna nasza kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią malinowo czekoladowe tsunami. Ale efekt był wielce zadawalający. 20150306_181510

Obchody uroczystośći rozpoczęliśmy od mszy w intencji bliźniaków. A później rozpoczęło się pierwsze przyjęcie urodzinowe , Lidzia w swoim żwiole, zachwycona , Jerzyk zadowlony acz lekko zdezorientowany. Razem dmuchali świeczki i przyjmowali wspaniałe prezenty, Lidka na przemian piszczała, skakała, zapowietrzała się z radości. Jerzy wsztko obserwował, analizował co się dzieje.  Tego dnia miał dyspenzę w swojej diecie bezcukrowej jadł tort i było to wielkie przeżycie bardzo mu smakował, potem samodzielnie jadł chrupki kukurydziane czym wprawił w zachwyt swoich gości. Korzystając z okazji zaprezentował też umiejętność całkowicie samodzielnego siedzenia. Impreza trwała długo i była bardzo udana.

W sobotę Lidka oznajmiła, że dzisaj jest drugi szósty marc i znowu ma urodzny, i w sumie niewiele się pomyliła bo już czkeliśmy na kolejnych gości. Dzieci bawiły  dokonale, trudno im się było rozstać bo czas tak szybko leciał. Dorosłym zresztą też.

 

Dziękujemy wam wszystkim którzy uświetniliście swoją obecnością naszą uroczystość.

Dziękujemy: Babciom Gabrysi i Marysi, Dziadziusiom Lesiowi i Maniusiowi, Ciociom Kamilce, Uli, Sylwi, Anecie, drugiej Anecie, Gosi, Łucji, Agnieszce, Wujkom Patrykowi,  Oskarowi, Marcinowi, Szymonowi. Oraz dzieciakom Hubertowi, Jeremkowi, Maji, Tymkowi, Sebastianowi, Wojtkowi, Mikołajowi, Stasiowi, Sarze, drugiemu Stasiowi, Gosi.

 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Malinowy zawrót głowy

 

 

Ostatnio odkryliśmy że Witek umie czytać , pewnego pięknego dnia wziął atlas geograficzny i zaczął Jerzykowi czytać.

Teraz każdą wolną chwilę spędza nad tym atlasem.

Gosia mówi- Witek pobaw się z Lidką.

– Nie mogę bo się uczę a co jest ważniejsze być mądrym czy się bawić?

 

 

Lidka

-Mamo ja bardzo lubie pieski aczkolwiek dzisaj się bawę konikami.

 

 

-Lilka bardzo ładnie dzisaj wyglądasz.

-Ty też bardzo ładnie ( zerka na mnie) wczoraj wyglądałaś mamo.

 

 

Lilka podśpiewuje sobie posenkę

” dziewczyno w zielonej sukience dziewczyno z graneatem w ręce”

Wiesz ja myśle że Kamilcia na urodziny mi kupi zieloną sukienkę a dziadziuś granat.

 

 

 

W okrświatecznym śpiewam kolędę „gdy śliczna panna” a Lilka no dalej śpiewaj jeszcze to o mnie o Lili.

 

 

Dzieci czekały na przyjście cioci i wujka , wcześniej wrócił do domu tata.

Lidka widząc go stwierdziła

– Tato myślałam że to Ula i Patryk ale pojawiłeś się ty i to dla mnie kośmal ( koszmar).

 

 

Lidzia

-Mamo bo ty używasz brzydkiego słowa, bo powiedziałaś że kaczuszka sie wyKluwa z jajka.

-No i co w tym brzydkiego?

– bo się mówi wypluwa.

– nie ptaszki się wykluwają z….

– no! znowu brzydko mówisz bo powiem tacie.

 

 

Wit zasnął w kościele , położył głowę na kolanach Gosi. Lidka po chwili teatralnym szeptem.- Mamo Witek śpi.

Kiwam głową, że tak.

– Ale w KOŚCIELE?!!! – oburzona już absolutnie nie szeptem, po chwili …

– A może on zemdlał? -Zbliża się do niego w celu oceny sytuacji – Nie nie zemdlał bo chlapie!

 

 

 

Po kolędzie Wi zbiera talerzyk z wodą święconą.

– Gdzie ty to zabierasz.

– pod mikroskop chce zobaczyć rozpuszczonego Jezusa.

 

 

Lidka sie awanturuje, krzyczy, złości , ryczy jak zawał tak zwał

– Nie cierpie cie tato , jesteś głupi!!!!

Po jakimś czasie uspokoiła się ,grzecznie idzie przeprosić ojca, patrzy na niego swoimi wilekimi jasnoniebieskimi oczkami, tatusiowi już mięknie serce

– Tato przepraszam że …jesteś głupi.

 

 

W czase ferii zimowych pojechaliśmy do Wrocławia tzn byliśmy wg Lidki w Dobrosławiu. Gdzie Witkowi najbardziej się podobała Panorama Wrocławicka autorstwa Kossaka i Styki.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Takie tam…

No nie było mnie tu dawno…. trudno mi znaleźć usprawiedliwienie , nie da się ukryć że mój brak zorganizowania ostatnio przełożył się między innymi na pisanie bloga.

Miałam plan zrobić wpis o przygotowaniach świątecznych. Ale święta nas zastały znienacka. Raport poświąteczny miałby ciekawą fabułę , gdyż wigilijne popołudnie spędziliśmy z Lidką na SORze zszywając jej głowę. Sylwester był u nas szczególnie wystrzałowy, nasza petarda podpaliła pole sąsiadów, nowy rok rozpoczeliśmy gasząc pożar. Z nowym rokiem okazało się niespodziewanie, że Witek płynnie czyta atlas geograficzny , jednak absolutnie odmawia czytania czytanek z zerówkowego podręcznika miałam jako dumna matka pochwalić się na blogu ale jakoś mi tak zeszło.

Codziennie leżąc w łóżku planuje, że jutro to koniecznie muszę napisać o tym albo o tamtym. A potem kolejny dzień mija i ja znowu planuje wieczorem 🙂

Wiosna, czuć w powietrzu wiosnę …idzie dużymi krokami zaczynam się budzić z zimowego snu.

Rozpoczynamy przygotowania do 3 urodzin bliźniaków. Trudno uwierzyć że to już trzy lata. To czas w którym nasze życie stanęło na głowie, podwoiła nam się liczba dzieci, Jerzyk zachorował, jego choroba przewartościowała wszystko , zabrała nam wiele ale też bardzo dużo dostaliśmy. Nieustannie miotamy się między radością z postępów jakie robi chore dziecko a żalem jaki się pojawia w zderzeniu z faktem jak bardzo  jest opóźniony. Wzmaga nasz ból , samoistnie nasuwające się porównanie Jerzyka do Lidzi, że razem by mogli teraz biegać, bawić się, śpiewać piosenki, kłócić się… Ale tak nie jest, Lidzia jest niesamowicie mądra, rezolutna, elokwentna i zdecydowanie wyprzedza swoich rówieśników. Jej kompanem jest Wituś, Gosia natomiast ogromnym autorytetem a Jerzyk dla całej tróki jest malutkim braciszkiem, pomimo jest starszy od Lidki o 2 minuty.  Wszyscy z wielką radością obserwujemy jak Jerzyk robi postępy jednocześnie niecierpliwimy się i zachłannie chcemy więcej. A on nas zaskakuje ale o tym napiszę w specjalnie.

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

Profesor mama

Od dziecka podobały mi się publikowane w mediach wypowiedzi ekspertów z różnych dziedzin,  od wulkanów,  przez kwestie gospodarczo polityczne, medyczne, nietypowe gatunki pająków , czy zagadnienia kulinarne albo związane z modą  . I przyznam się, że to upodobanie nie było szczególnie związane z moimi wszechstronnymi zainteresowaniami ale samym faktem, że fajnie być ekspertem znać się na czymś tak dogłębnie i szczegółowo.

Zaczęłam się zastanawiać w jakiej dziedzinie mogłabym  być takim ekspertem…. Mój wyuczony zwód jest tak popularny, że każdy ma w swoim otoczeniu kilku takich specjalistów jak ja, więc odpada…. mój drugi zawód  też odpada podobnych przyczyn. Może pasja, hobby….. nie też nie, od lat  niepraktykowane.  Ale jest dziedzina którą zgłębiam nieustannie, rozwiązuje problemy, angażuję niemal 100%,  nawet jak fizycznie jestem gdzie indziej to i tak myślę, pogłębiam wiedzę, zdobywam nowe doświadczenia i przyznam że moja wiedza jest unikatowa w skali świata,jest jeszcze tylko jedna osoba  , która mogłyby się wykazać  temacie ale ma  ona- on trochę inne podejście do tematu,tzw męski punkt widzenia.

Jestem ekspertem  w sprawach moich dzieci. Od lat prowadzę obserwację, robię doświadczenia i wyciągam wnioski, intensywnie oddziaływuję aby osiągnąć zamierzony efekt który potem obserwuję, analizuję . Moja dziedzina nauki jest bardzo wymagająca, często zgłębiam ją bardzo wczesnym świtem, przez cały dzień i w nocy. W celu uzyskania jak najlepszego efektu końcowego, konsultuję z innymi ekspertami o podobnych specjalizacjach, pogłębiam również wiedzę z innych działek nauki ,  medycyny, dietetyki, rehabilitacji,psychologii , sztuki, pedagogiki, logopedii, sportu, mody, literatury, logistyki, zarządzania, prowadzenia negocjacji i    …. emisji głosu- co by sobie gardła nie zedrzeć. Mając na uwadze moją znajomość tematu , zaangażowanie i zdecydowanie zadowalające efekty liczę, że już wkrótce  będę mogła pretendować do otrzymania tytułu profesora mamy.

A wracając do początku mojego wpisu, mogłabym godzinami opowiadać o moich dzieciach, na wszelkie tematy  z nimi związane- moja wiedza jest wszechstronna ale również bardzo specjalistyczna i dogłębna ,jednocześnie zapewniam, że w razie potrzeby zrezygnuję z wysublimowanego słownictwa w celu dostosowania wypowiedzi do odbiorcy. Tak więc jeśli  tylko ktoś będzie realizował materiał o moich czterech malinach będę idealnym i unikatowym ekspertem.

Na koniec chciałam zaznaczyć, że pisząc ten tekst pisałam o sowich doświadczeniach ,które pozwoliły mi stać się ekspertem, jednak muszę szczególnie podkreślić nie osiągnęłabym nic gdyby nie mój mąż, ojciec naszych dzieci, to nasza praca zespołowa przynosi efekty. Dziękuję Ci mężu.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj