Sezon malinowy!

Może by tak coś napisać…
Takie myśli krążyły mi po głowie, co by przerwać ciszę na czterech malinach.
Czasami jest tak że żeby napisać coś mądrego , najpierw trzeba trochę pomilczeć, więc… milczałam i milczałam i milczałam i dalej nie wiem czy jest coś co może być wartościowe, a zatem na dobry początek z racji na sezon malinowy hurtowo oferuje.

MALINOWY ZAWRÓT GŁOWY

Lidka:
-Dzisiaj jest moje najlelpsze jutro!
– dzisiaj jest dzisaj a nie jutro.
– a ja wczoraj myślałam że dzisiaj jest jutro, bo przecież jadę do Nikoli sama tak powiedziałaś.

Lidka
– Wiesz Jerzyku ty i ja jesteśmy biedni, ty jesteś biedniejszy bo jesteś chory ale ja też jestem biedna, bo nie mam czegoś co jest mi codziennie potrzebne…bluzek z krótkim rękawem i krótkich spodenek!!!!
( w praniu są)

Witek wybiera się do kościoła, ubrał sandały , zwracam mu uwagę żeby ubrał pełne buty.
– No co ty wole sandały jak Jezus!!!
No i brakło mi argumentów aby go przekonać.

Słyszę chrakterystyczne tfu tfu tfu
– Lidka oplułaś Witka?!!!!
– Ale mamo.
– Nie ma „ale mamo”….
Witek- mamo spoko my się tak bawimy.
– bawicie się w plucie?
– nie, w lamy.

Ciąg dalszy o Lamach właśnie dopytałam o szczegóły.
-Witek i na czym polega ta zabawa.
-No normalnie plujemy na siebie i tyle.
-I to jest fajne?
-No nawet, ale lepsza jest zabawa w ślimki.
-Czyli….
-No mówimy z Lidką razem tak bardzo powoli śluuuuuzzzz śluuuuuzzzz śluuuuuzzzz. I dotykamy Gosie.
-I tyle to jest fajne?
-Tak bo ona się złości.

Ćwiczymy z Lidką wymowę R.
Powtarza trawa, drewno, dres itp
– jeszcze pink mamo!
– czemu pink?
– no przecież w lóżowym jest L.

Witek + religia+ 10 przykazań.
– Co to znaczy aremna?
– nie ma tekiego słowa.
– jest.
-nie ma.
– to czemu nie można nad nią wzywać imienia Pana Boga.

Witek.
Tato możesz mnie jutro usprawiedliwić w szkole u pani jakbym czegoś zapomniał?
– Ale czego?
– No nie wiem czegoś.
– Ale konkretnie czego?
– Konkretnie gdybym wiedział to czego mogę zapomnieć to bym to zabrał.

Witek.
– Mamo musimy się przygotować do wielkiego postu.
– dobrze, a jak?
– no do środy musimy zjeść wszystkie słodycze.

Witek
Mamo mam zagadkę:
Leżymy sobie tu z Jerzykiem
Jak ja jestem Kirgistan to Jerzyk co?
– nie mam pojęcia.
-To łatwe
Jerzyk to Tadżykistan
Dobra to ja jestem Mozambik a Jerzyk?
– Synu nie wiem.
– No mamo RPA przecież.

-Witek
Mamo ta książka jest super nauczyłam sie z niej dzielenia bo tu jest tak mądro napisane.
” w zoo była pora karmienia pomóż opiekunowi rodzielić równo pokarm dla zwierząt.
O i tu narysowali 3 króliki i 12 marchewek.
No to wiadomo że po 4 marchewki.
No nieźle to wymyślili no nie?

Witek
– Mamo mogę zagrać?
-A zadania domowe zrobione?
-Nie
– No to nie.
Foch syna
Po jakimś czasie znowu mnie męczy o tableta.
– Mamo mogę zagrać, już odrobiłem lekcje?
-A masz porządek w pokoju?
– hm to nie fair. – słysze oddalające się tupanie na schodach.
Mamo mogę zagrać.
– Witek naprawde można robić dużo ciewkawszych rzeczy niż granie…. i tu posypały sie moje pomysły kreatywnego spędzania czasu.
Wieczorem
-Mamusiu mógłbym chwileczkę zagrać?
– No dobrze.
-dzięki!
Trzask jeden drugi i po chwili słyszę melodię
– Przybierzeli do Betlejem.
Witek prosił cały dzień czy może zagrać na fortepianie a ja mu nie pozwalałam ćwiczyć….

Lidki rozmowa z ojcem.
– Tato idziesz dzisiaj do pracy
– Nie,
– To niedobrze
– Dlaczego
– Bo nie będziesz pracował
– .. Nie cieszysz się że zostanę w domu ?
– Ciesze się, ale pieniążki też są ważne

Wyciągam pomiętą zapisaną kartkę z dna tornistra Witaka ( zeszły rok szkolny- 1kl)
– co to jest?
– a to dyktando, ale nie wiedziałem czy dobrze napisałem wiec nie oddałem a pani nie zauważyła. Ale to było dawnooooo w marcu chyba.
( intuicja go nie myliła)

Jechałam z Lidką powoli samochodem, z naprzeciwka szli starsi państwo z małym pieskiem, w momencie gdy ich mijaliśmy samochód podskoczył na progu zwalniającym.
Lidka bez specjalnych emocji.
– Mamo zajechałaś tego pieska.

Witek: Pojadę z mamą do Łagiewnik!
Babcia- A co tam jest w tych Łagiewnikach?
– No tam się objawiła św Siostra Faustyna.
Ja – Chłopie siostrze Faustynie objawił się……
– Święty Łagiewnik????

Wracamy z plaży
Gosia
– Ja pierwsza idę pod prysznic
Witek
– ja drugi.
Lidka podejrzanie się nie złości ani nie zaklepuje trzeciego miejsca, milczy.
Wchodzimy do domku a Lili odkłada rzeczy i ładuje się do łazienki pod prysznic,
Ej ja miałam być pierwsza, krzyczy Gośka
– A ja drugi!
Lidka na to
– a ja wierze w Chlustusa a Chlystus powiedział, że pielwsi będą ostatnimi a ostatni pielwszymi.

-Witek lekko zaniepokojony pyta mnie cicho w kościele zerkając w stronę sklepienia, w czasie modlitwy wiernych.
– Mamo a kto się zagubił w wieży ? I ksiądz każe się modlić żeby się odnalazł w tej wieży od naszego kościoła?
(A intencja była módlmy się za tych którzy się pogubili w wierze.)

Lidka
– Mamo a wiesz co wszystkie ptaki mają w naszym ogrodzie i na naszym dachu i tarasie?
– no nie wiem
– tołalete, bo mogą przylecieć zrobić kupe gdzie chcą i odlecieć.

W zamku w Ogrodzieńcu.
Artur nosił na rękach Jerzyka ja pilnowałam Lidki, która jak przystało na prawdziwą księżniczkę była w swoim żywiole.
W pewnym momencie schodziliśmy z jednej baszty gdzie były dość wysokie schody.
Wzięłam Lidkę na ręce a Lidia na cały głos.
– Tego dnia Księżniczka Lidia była jeszcze dzieciątkiem i wszyscy służący nosili ją na rękach.

Wieczorna modlitwa.
Lidka. Panie Boże proszę cię żeby cały czas była już wiosna.
Witek. Panie Boże proszę cię żeby jutro było bardzo badzo gorąco.
L. Coś ty powiedział? Przecież ja pierwsza prosiłam żeby była wiosna!!!
Modlimy się za chore dzieci
Za Jerzyka ,Filipka, Pole, Martynkę, Natalkę itd
I za wszyskie dzieci które mają problemy.
Lidka : O to też za mnie bo ja miałam dziś problem z obraniem banana!!!

Mamo był dzisaj sprawdzian z matmy z całego roku.
– Nic się nie uczyłeś, nawet nie powiedziałeś o sprawdzianie.
– No wiem bo zawsze jak sobie o nim przypominałem to mi się zaczynało strasznie chcieć spac.
– A jak ci poszło?
-No nie wiem niektórych rzeczy nie napisałem, nie wiem co dostane, ale przecież wiesz oceny nie są najważniejsze, najważniejsze jest żeby być dobrym człowiekiem.

Stoję przed domem , dwie głowy Witka i Lidki wychylają się przez okno dachowe. Zanim tysiącstopiędziesiątypiąty raz przypomniałam że nie wolno się wychylać przez okno stojąc na biurku, usłyszałam wrzask Lidki.
Biegnąc po schodach, rozważałam czy spadła z biurka czy przycieła paluchy. Gdy już dobiegłam na górę oboje ryczeli.
– Mamo przyciołem Lidce palce, ale nie chcący!!!
– Pokaż Lidka , boli cię?
– Nie.
– To czemu płaczesz?
– Bo Witek płacze że mi przyciął paluszki a on przecież nie specjalnie…

Lidia: Świetnie do mnie pasuje ta korona i te brylanty, naprawdę jestem księżniczką.
Witek:
– Lidka nie da się zostać księżniczką.
– Ale ja bedę.
– No raczej nie.
– Mamo!
Ja- No jak Lidka wyjdzie za mąż za księcia to zostanie księżniczką.
Witek- No to już bardziej ma szanse wyjść za sołtysa, no może wójta.

Witek -Chodź Lidziu opowiem ci ciekawą historię o odkryciu Ameryki.
-Dobra.
-Krzysztof Columb poleciał w kosmos i wylądował na księżycu jako pierwszy człowiek, tak się ucieszył że zaczął skakać z radości, a na księżycu przyciąganie jest 6 razy mniejsze, no rozumiesz tak jakby u nas na Ziemi przyciągało nas 6 klocków a tam tylko jeden, i Columb podskoczył mocno i odbił się i poleciał w kosmos i spadł na ziemie, ale do Ameryki i tak ją odkrył, zapamiętaj Lidziu.

Lidka
– Mamo bo Witek mi dokucza , mówi że mam mięśnie na twarzy!!!
– Ja jej powiedziałem że pod twarzą ma mięśnie.
– Ty głupi Witku ja pod twarzą mam szyje.

Witek robi testy do konkursu świetlik.
– Mamo w tym zadaniu są trzy dobre odpowiedzi…
– przeczytaj zadanie.
– Która część ciała nie ma pary: oko, nos, ucho , ręka?
No i musze wybrać oko, rękę albo ucho?
– dlaczego?
– no bo patrz jak jest zimno i zrobisz tak ( chucha) albo tak( fuka nosem) to się wydobywa para. Więc odpowiedź jest albo ucho albo oko albo ręka.

Witek- Lidziu prosze kładziesz się teraz spać.
– nie jeszcze nie chcę.
– no dobrze dam ci pewne zadanie jak je wykonasz to możesz jeszcze się pobawić.
– dobla.
– powiedz RRRRRRRRRR
– LLLLLLLLLL
– przykro mi nie wykonałaś zadania powiedziałaś L zamiast R, idziesz spać tu masz piżamkę.

zabawa w sklep.

– co dla ciebie chłopcze?
– Lidka ja jestem mężczyzną.
– co dla ciebie mężczyzno?
– jak mówisz do mężczyzny to nie możesz mówić dla ciebie bo on jest obcy.
– co dla mężczyzny?
– Lidka tak się nie mówi! Mówi się. Co dla pana!!!
– co dla głupiego pana?!

Li rozpacza.
Ja co się stało?
– No bo oni ( Go i Wi) mi dokuczają. Brzydko na mnie mówią. Witek powiedział że jestem MATKOM!
– A wiesz kto to jest matka?
– Tak to ty!
– To co w tym złego?
– Bo ja jestem za mała na bycie matkom!
– Ale oni tak żartowali.
– Oni nie żartowali , oni myśleli, że ja jestem jedyną matkom, którą znajom a o ciebie zapomnieli.

– Lilka jak zjesz śniadanie to możesz sobie oglądnąć bajkę.
– mamo ty jesteś wspaniała , i mówisz najwyraźniej na świecie ” możesz sobie oglądnąć bajkę”.

Lidzia fajna jesteś
– ty też mamo
– i ładna
– tak…. A ty mądra!

– Mamooooooo bo Witek nam dokucza!!!!
wołają dziewczyny z góry.
Witek przychodzi.
– No mamo przyszedłem ci wyjaśnić , to prawda dokuczałem im i zaczepiałem. Do tego mam przeczucie, że jak wrócę na górę bedę nadal dokuczał ale tylko Gosi, nie wiem co we mnie wstąpiło.

w kościele moja ciocia mówi do Lilki
– teraz przeproś Pana Jezusa
– o matko Jego teś ???!!!

Witek
– Lilka pobaw się z Jerzykiem. Powiedz do niego cztery zdania to dam ci nagrode.
– Lidka zwraca się do Jerza- Ctely zdania.

Na deser Jerzyk

-Kto jest pięknym chłopcem? Jerzyk!!!
Kto jest najdzielniejszy? Jerzyk!!
Kto jest prawdziwym twardzielem? Jerzyk!!!
A kto jest leniem któremu się nie chce chodzić? . . . .
-Mama mama mama . -Odpowiedział syn Jerzy.

Wnioski z powyższych tekstów zebranych w okresie niepisania:

Kochają się, biją i kłócą , żyć bez siebie nie mogą…
Chodzą do szkoły, i przedszkoli ( w wrześniu debiut Jerza w przedszkolu specjalnym).
Jerzo zaskauje całokształtem, walczymy z chorobą i opóźnieniem rozwoju.
Pan Bóg nas prowadzi!!!

Jest dobrze.

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Trudne pytania i ….

-Mamo a wiesz Patryk mi powiedział, że jak się spali piasek to powstaje szkło.
-Tak ale to musi być specjalny piasek i specjalny piec, w którym jest bardzo wysoka temperatura.
– szkoda bo myślałem, że sam sobie zrobię szkło.
– Nie ma szans w normalnych warunkach piasek gasi ogień.
– o to super zrobie sobie eksperyment co lepiej gasi ogień, piasek czy woda..
– z tatą zrobisz ten eksperyment a teraz mi przyrzeknij, że sam nigdy nie będziesz robił eksperymentów z ogniem.
– a doświadczenia mogę?
-Nie ani eksperymentów ani doświadczeń z ogniem ani z niczym gorącym jak jesteś sam.
– ok.
– Nie ok tylko przyrzeknij!
– Przyrzekam chociaż musisz wiedzieć, że ogień to bardzo interesujące zjawisko.

-Mamy ocet i sodę oczyszczoną.
-tak a po co ci?
-to super bo można zrobić taki eksperyment, że jak się wsypie sode do butelki z ocetem to powstaje gaz, można na butelkę założyć balon i ten gaz go napompuje, tylko nie patmiętam czy to dwutlenek węgla czy coś innego powstaje.

– Czy czy Mozambik ma dostęp do morza?

– Jakie mundury ma armia w Ghanie?

– Ciekawe czemu pantery wiodą samotny tryb życia a nie stadny?

– Wiesz czemu ja się lubię uczyć angielskiego, żebym nie miał problemów z dogadaniem się jak pojadę do Stanów Zjednoczonych Ameryki północnej bo w południowej to nie mówią po angielsku.

– Tato ja wiem po co jest bagnet, jak w czasie bitwy wróg jeszcze nie do końca był martwy to się go dobijało żeby nie marnować amunicji.

– Mamo co jest mniejsze Monako czy Andora?

-Dlaczego marszałek sejmu nie jest żołnierzem?

– Jak po angielsku jest łucznik?

– Czy mogę się uczyć języka chińskiego bo w Chinach jest najwięcej ludzi na świecie.

i wiele wiele innych pytań codziennie dziesiątki… setki…
w wydaniu jednego sześciolatka. Do tego absorbują mnie wszelkie niecierpiące zwłoki sprawy dziesięciolatki. Bezwzględnie muszę uczestniczyć w balach kucyków pony, wyprawach po zaginioną tęczę i ratowaniu biednych psiaków uwięziony na górskich szczytach – to z trzylatką i oczywiście najsłodszy Jerzyk który ostatnio zrobił się wyjątkowo towarzyski.
I Jak tu pisać bloga???

A jednak się nie poddaję śpieszę z malinowymi aktualnościami.

Jerzyk dwa tygodnie temu został odpegowany czyli usunięto mu gastrostomię -rurkę w brzuszku służącą do karmienia. Od dawna doskonale sobie radzi z jedzeniem piciem połykaniem w związku z tym osiągnęliśmy wielki sukces i pozbyliśmy się okropnej rury wystającej z brzucha.
Z racji na przebyty zabieg ma przerwę w rehabilitacji , więc nie mam wieści o postępach w staniu ale okazało się też, że prezes świetnie siedzi i to nie na podłodze, skąd nie może spaść ale właśnie na zwykłym, krześle przy stole.
Zaskakuje nas też doskonałą pamięcią bardzo adekwatnie reaguje gdy wspominamy jego doświadczenia. Okazuje się że w tym słodkim i delikatnym misiaczku drzemią niewielkie pokłady złośliwości .
Ostatnio bliźniaki miały okazję oglądania wozu strażackiego, strażak posadził dumnego Jerza za kierownicą natomiast Lidka się bała schowała się za spódnicą mamusi.
Gdy opowiadaliśmy tacie wielką przygodę Jerzyka bardzo się cieszył, ale gdy wspomniałam że Lidzia się bała a on nie to zaśmiał się na głos.
Jestem pewna, że Jerzyk intelektualnie nie odbiega od przeciętnego trzylatka. Pamięta wydarzenia, rozumie język , jeśli ma możliwość reaguje na polecenia niestety nie mówi co go bardzo ogranicza.
Dlatego następny nasz cel to nauka mówienia!!!
Z kilka dni przyjeżdża do nas, Ewcia moja serdeczna koleżanka, która zaproponowała nam intensywny turnus logopedyczny u nas w domu, a jednocześnie w tym samym czasie będzie trwała zbiorcza Nowenna Pompejańska w intencji rozwoju mowy Jerza, którą zorganizował inna równie serdeczna koleżanka Sylwia.

A tak poza tym zbliżają się wakacje!!!

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Za co dziękuję.

Kiedyś przeczytałam zdanie które mi utkwiło w pamięci.
” A gdybyś się rano obudził tylko z tym za co wieczorem Bogu podziękowałeś?”.
No byłoby wtedy kiepsko …
Zaczęłam dziękować za dzieci, męża, rodzinę, dom. Ale z czasem doszłam, że to nie wszystko, że to co dostajemy każdego dnia warunkuje każdy następny. Nasze doświadczenia, spostrzeżenia, przemyślenia spotkania, czasmi z przypadkowymi ludźmi, to wszystko ma jakiś cel, ku czemuś nas prowadzi. Uczę się dziękować za wszystko, za trudne sytuacjie za to co mi się nie podoba, nie jest po mojej myśli a jak sobie nie radzę mówię Panu Bogu no nie ogarniam tego, prowadź mnie i dziękuję Ci, że jesteś.
Ostatnio moja wdzięczność skupia się na tym że Pan Bóg jest i ja to wiem, że dał mi wiarę, która nie dopuszcza wątpliwości. Jestem wdzięczna, że mam takie przekonanie, że nawet jak jest źle to będzie dobrze.

Koniecznie muszę wspomnieć o czymś co przepełnia mnie bardzo smutną wdzięcznością. W obiczu prześladowań chrześcijan w Syrii, Pakistanie, Iranie, Egipcie i wielu innych miejscach na świecie, dziękuję Bogu, że nie muszę się bać gdy jestem z rodziną w kościele, że jesteśmy tam bezpieczni , że mogę wyznawać moją wiarę i mówić głośno imię mojego Boga, że mogę mieć krzyż na ścianie w domu i na szyji, że mogę wychowywać moje dzieci zgodnie z tym w Kogo wierzę. Dziękuję też za to, że w mam wokół siebie tylu ludzi dla których najważniejsze są takie same wartości jak dla mnie.
Niestety światowe media bardzo lakoniczne i wybiórczo informują o prześladowaniach chrześcijan, o brutalnych okrutnych morderstwach których skala jest zatrważająca. Co pięć minut bestialsko mordowany, z powodu wiary w Jezusa jest człowiek. Trudno mi pisać o tym co się tam dzieje dlatego odsyłam do wstrzsającego linku:

https://forumemjot.wordpress.com/2014/08/10/holokaust-chrzescijan-w-iraku-krwawe-biesiady-ludobojstwo-na-niespotykana-dotad-w-historii-skale-krzyzowanie-scinanie-dzieciom-glowek-i-nabijanie-ich-na-pal-media-milcza/

To wszystko się dzieje teraz.
Pamiętajcie o modlitwie za tych męcznników o siłę, odwagę i wiarę dla nich.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lubie to :)

Po dłuższej przerwie był u Jerza rehabilitant. Ćwiczyli jak zawsze intensywnie i bez litości dla wylewanych łez Jerza ale z pakietem pochwał i komplementów które młody przyjmuje z radością i dumą .

Pod koniec Pan Maciek mówi -a to Jerzyk dzisiaj coś nowego. Stajemy na nogi.
Jerzyk posadzony siedzi, turla się, próbuje pełzać, stoi ale w pionizatorze pozapinany pasami.
Moim zadaniem było trzymać jego dłonie na oparciu krzesełka, natomiast rehabilitant stabilizował i prostował mu kolana oraz podtrzymywał w tułowiu. A Jerzyk się darł. Rehabilitant powiedział, że musimy mu pokazać, że stanie jest w zasięgu jego możliwości. Zawołałam dzieci które biły radośnie brawo, tu Jerzo przerwał płacz i pozował jak gwiazda na czerwonym dywanie, by po chwali znów wpaść w spazmatyczny płacz.
Za drugim i ostatnim razem był zdecydowanie lepiej w pewnym momencie usłyszałam pana Maćka – osz ty skubańcu. Jerzyk wyprostował kolana i wcale nie potrzebował pomocy i oparcia w utrzymaniu ich w takim stanie, oczywiście był podtrzymywany za ręce i w biodrach, ale jakby nie patrzeć pierwszy raz stał!

A teraz wisienka na torcie. Dzisiaj skończyłam Nowennę Pompejańską w intencji, aby Jerzyk kiedyś zaczął chodzić! Jakiś czas temu w tej samej intencji zakończyła nowennę moja siostra.
Ja wiem, że to daleka droga przed nami, że taka sytuacja jak dziś nie daje żadnej gwarancji, że nie wiadomo co się jeszcze może wydarzyć ale nic mi się tak wiele razy nie śniło jak chodzący Jerzyk.

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Nieperfekcyjna pani domu!

Wczoraj zakończyliśmy porządki przedświąteczne! Porządek nienaturalnie rzucał się w oczy, wszystko było poukładanie, podłogi i okna czyste, kuchnia błyszcząca.
Dzisiaj rano w kuchni zastałam efekt nieudolnie robionego przez dzieci kakao, które się rozsypało, rozlało i jeszcze pochlapało gdzie nigdzie, a po przetarciu rozmazało się na białej podłodze.
Ochoczo zabrałam się do pracy aby przywrócić poprzedni stan kuchni.
Po śniadaniu okruszki i ślady dżemu aż kuły w oczy, a kubeczki i talerzyki domagały się natychmiastowego schowania do zmywarki. Zatem zebrałam okruszki, przetarłam blaty schowałam naczynia.
Zabrałam się za robienie ciasta. Po którym ponownie musiałam przetrzeć blaty, bo ślady mąki burzyły ład idealny w kuchni a drobinki na podłodze wymagały natychmiastowego usunięcia!
Przyszedł czas na malowanie, ozdabianie pisanek, farby plakatowe, kleje, piórka, bibułki……… Mycie stołu, ściany, podłóg!
Lidzi niespecjalnie, przypadkowo wylało się mleko na podłogę…. To nic przecież mop jest pod ręką w każdej chwili można przetrzeć.
Po obiedzie kuchnia znów nie błyszczała.
Spakowałam naczynia do zmywarki, umyłam garnki, przetarłam blaty i zlew, pozamiatałam podłogę ( nie wiem skąd na niej ZNOWU śmieci).
Potem, w końcu zrobiłam sobie kawę i wyszłam z kuchni a potem z domu do kościoła.
Po powrocie zastałam kuchnie w której była robiona kolacja!!!!
A to tylko była kuchnia.
Wniosek po dzisiejszym dniu nasuwa mi się bardzo jasny: porządek a szczególnie jego utrzymanie, jest nie na moje nerwy! Wybieram mój stary dobry bałagan.
Całe szczęście i dzięki Bogu ,że stopień czystości domu nie jest tym co ważne w nadchodzących świętach Wielkiej Nocy.
20150403_132954

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

lekcje…. kolekcje…. rekolekcje

– Mamo, mamo dostałam 3 szóstki i czwórkę.
– Brawo! A z czego?
– No jedną z wiersza, drugą z aktywności, trzecią ze sprawdzinu i czwórkę też ze sprawdzianu.
– Super a z czego były te sprawdziany?
– no… nie wiem…
– jak to nie wiesz?
– no nie pamiętam
– Gośka to sobie przypomnij
– No ten co dostałam szóstkę to był z matematyki a ten co czwórkę do z polskiego.
-ok ale z jekiego materiału?
-no… nie wiem.
-to kto ma wiedzieć?
-no ale pani tylko przeczytała oceny.
-no ale ty pisałaś sprawdzian.
– z matematyki był z mnożenia i dzielenia a z polskiego ze wszystkiego.
-jak ze wszystkiego?
-no ze wszystkiego.
-z samolotów , samochodów i wozów strażackich też.- błyskotliwe wtrąca się Witek
-nie z tego nie z gramatyki, mądralo.
-dobrze że sobie przypomniałaś, czyli przymiotniki, rzeczowniki…. – matka stara się dociekać.
-Nie raczej po jakich spółgłoskach się pisze RZ…
-no to akurat ortografia
-no to mówiłam że nie wiem.
-A u ciebie Wito co się działo w szkole.
-Poznawaliśmy no dzisaj literkę Z i naszym bohaterem był zamek, ale fajnie by było gdyby była Zelandia , Nowa Zelandia.
-Masz jakieś zadanie domowe.
-mam ale nie wiem gdzie mój plecak chyba zostawiłem go gdzieś przed domem…
– gdzie?
– przecież się bawiliśmy jak wróciliśmy ze szkoły! Ale ja też mam do Ciebie pytanie, w Warszawie jest sejm i co w nim jest.
-no sejm to miejsce pracy tych którzy rządzą naszym krajem.
– i tam jest marszałek?
– tak.
– i on jest żołnierzem tak jak marszałek Piułsudzki?
– no nie..
– to poco on tam jest?
– no on pilnuje porządku kto kiedy ma się wypowiadać, o czym będą dyskutować, kiedy głosować….
– ale czemu on sie nazywa marszałkiem?
– to taka nazwa
– ale odpowiesz mi czy nie czemu marszałek w sejmie jest marszałkiem chociaż nie jest żołnierzem…
– yyyyy…. Ale w wypadku gdyby umarł prazydent, który jest zwierzchnikiem sił zbrojnych wtedy marszałek przejmuję tę funkcję czyli jest podejmuje decyzje wojskowe.
– Aha a ilu jest papieży na świecie?
– jeden
– to po co są na świecie takie kraje jak Andora i Monako , takie małe jak Watykan?
– ( żeby bogaci ludzie mieli gdzie nie płacić podatków- pomyślała matka , ale się ugryzła w język obawiając się konieczności objaśniania systemów podatkowych) – No Andora i Monako są poprostu takimi małymi krajami.
– Mamo a ja teś byłam dzisiaj w śkole!
– naprawde Lidziu?
– naplawde
– i co się u ciebie działo?
– No co ty mamo ona nie była w szkole.
– byłam
-nie byłaś.
-byłam i mieliśmy kolekcje…
-a dostałaś jakąć ocenę?
– tak dostałam… taką lalkę.
– widzisz mamo ona kłamie bo tą lalkę dostała do babci.

Matka pomyślała że przydałby jej się rekolekcje takie w zakonie w ciszy….

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

malinowy zawrót głowy

Przychodzi matka z synem Witkiem do lekarza.
Badający pyta.
– nie boli cię tu?
– tak
– a jak tak zginasz nie boli cię?
– tak
– a jak tu ci nacisne nie boli cię?
-tak
-Naprawde i tu cię boli?
– nie.
– nie boli cię tu?
– tak
-….. ????
Ja- Witek to cie boli czy nie boli?
– nie
– to odpowiadaj jak jest, bo mówiłeś że tak.
– ( szeptm) bo on pytał czy mnie NIE boli!

Lilka- Tato ja i Gosia jesteśmy księżniczkami a Witek policjantem.
– Tak jestem polocjantem pobitym bandytów i leże w szpitalu.
– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Widziałem na takim filmie którego nie powinienem oglądać.

Po wizycie u przyjaciół.
– Mamo Maja się rządziła, bo powiedziała, że tylko trzy osoby się zmieszczą na komodzie, a to nie była prawda bo Tymek się przesunął i było miejsce dla pięciu!
Rodzice w tym czasie pili kawę ciesząc się, że dzieci się spokojnie bawią.

Lidka i Witek w wannie.

Li- bleeeeee! Maaaamooooo, maaamooo umyj mi język….
– Co się stało
– Boo myua yła oya ( z językiem na brodzie)
– jeszcze raz
– bo mikstula była ochydna.
– Jaka mikstura?
– Witek mi kazał wipić
– Witek?
– Nie ja nie.
– Jaka mikstura?
– No wymieszałem w kubeczku kilka szamponów ten płyn i tamten i tą sól wsypałem tą co jest napisane na niej
Sel… De… Mer i tą fioletową która ma napis….
– i co kazałeś to wypić Lidce
– tak kazał
– nie nie kazałem
– powiedz prawdę.
– no nie kazałem.
-ale mi powiedziałeś
– Witek to jak było.
– no bo Witek też pił
– Nie ja wiem że to ochydne.
– A dałeś Lidzi do picia?
– Nie mówie prawde i jak bedę duży i pójdę do spowiedzi to mój Anioł Stróż bedzie wiedział że nie kazałem DZISAJ Lidzi pić mikstury….

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Szósty marc!

Od wielu miesięcy Lidzia niecierpliwie czekała na swoje urodziny. Wszystkim przypominając, że będzie je obchodzić szóstego marc. Trudno jej było się pogodzić z faktem, że to też urodziny Jerzyka. Nie mogła pojąć, że to święto nie będzie mniej jej z recji tego, że brat się urodził dwie minuty wcześniej.

Wspólnie piekłyśmy torty, koniecznie musiała uczestniczyć wszystkich etapach przygotowań od wbijania jajek do biszkoptu po ozdabianie, próbując czy dobrze smakuje na każdym etapie. Rzecz jasna nasza kuchnia wyglądała jakby przeszło przez nią malinowo czekoladowe tsunami. Ale efekt był wielce zadawalający. 20150306_181510

Obchody uroczystośći rozpoczęliśmy od mszy w intencji bliźniaków. A później rozpoczęło się pierwsze przyjęcie urodzinowe , Lidzia w swoim żwiole, zachwycona , Jerzyk zadowlony acz lekko zdezorientowany. Razem dmuchali świeczki i przyjmowali wspaniałe prezenty, Lidka na przemian piszczała, skakała, zapowietrzała się z radości. Jerzy wsztko obserwował, analizował co się dzieje.  Tego dnia miał dyspenzę w swojej diecie bezcukrowej jadł tort i było to wielkie przeżycie bardzo mu smakował, potem samodzielnie jadł chrupki kukurydziane czym wprawił w zachwyt swoich gości. Korzystając z okazji zaprezentował też umiejętność całkowicie samodzielnego siedzenia. Impreza trwała długo i była bardzo udana.

W sobotę Lidka oznajmiła, że dzisaj jest drugi szósty marc i znowu ma urodzny, i w sumie niewiele się pomyliła bo już czkeliśmy na kolejnych gości. Dzieci bawiły  dokonale, trudno im się było rozstać bo czas tak szybko leciał. Dorosłym zresztą też.

 

Dziękujemy wam wszystkim którzy uświetniliście swoją obecnością naszą uroczystość.

Dziękujemy: Babciom Gabrysi i Marysi, Dziadziusiom Lesiowi i Maniusiowi, Ciociom Kamilce, Uli, Sylwi, Anecie, drugiej Anecie, Gosi, Łucji, Agnieszce, Wujkom Patrykowi,  Oskarowi, Marcinowi, Szymonowi. Oraz dzieciakom Hubertowi, Jeremkowi, Maji, Tymkowi, Sebastianowi, Wojtkowi, Mikołajowi, Stasiowi, Sarze, drugiemu Stasiowi, Gosi.

 

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Malinowy zawrót głowy

 

 

Ostatnio odkryliśmy że Witek umie czytać , pewnego pięknego dnia wziął atlas geograficzny i zaczął Jerzykowi czytać.

Teraz każdą wolną chwilę spędza nad tym atlasem.

Gosia mówi- Witek pobaw się z Lidką.

– Nie mogę bo się uczę a co jest ważniejsze być mądrym czy się bawić?

 

 

Lidka

-Mamo ja bardzo lubie pieski aczkolwiek dzisaj się bawę konikami.

 

 

-Lilka bardzo ładnie dzisaj wyglądasz.

-Ty też bardzo ładnie ( zerka na mnie) wczoraj wyglądałaś mamo.

 

 

Lilka podśpiewuje sobie posenkę

” dziewczyno w zielonej sukience dziewczyno z graneatem w ręce”

Wiesz ja myśle że Kamilcia na urodziny mi kupi zieloną sukienkę a dziadziuś granat.

 

 

 

W okrświatecznym śpiewam kolędę „gdy śliczna panna” a Lilka no dalej śpiewaj jeszcze to o mnie o Lili.

 

 

Dzieci czekały na przyjście cioci i wujka , wcześniej wrócił do domu tata.

Lidka widząc go stwierdziła

– Tato myślałam że to Ula i Patryk ale pojawiłeś się ty i to dla mnie kośmal ( koszmar).

 

 

Lidzia

-Mamo bo ty używasz brzydkiego słowa, bo powiedziałaś że kaczuszka sie wyKluwa z jajka.

-No i co w tym brzydkiego?

– bo się mówi wypluwa.

– nie ptaszki się wykluwają z….

– no! znowu brzydko mówisz bo powiem tacie.

 

 

Wit zasnął w kościele , położył głowę na kolanach Gosi. Lidka po chwili teatralnym szeptem.- Mamo Witek śpi.

Kiwam głową, że tak.

– Ale w KOŚCIELE?!!! – oburzona już absolutnie nie szeptem, po chwili …

– A może on zemdlał? -Zbliża się do niego w celu oceny sytuacji – Nie nie zemdlał bo chlapie!

 

 

 

Po kolędzie Wi zbiera talerzyk z wodą święconą.

– Gdzie ty to zabierasz.

– pod mikroskop chce zobaczyć rozpuszczonego Jezusa.

 

 

Lidka sie awanturuje, krzyczy, złości , ryczy jak zawał tak zwał

– Nie cierpie cie tato , jesteś głupi!!!!

Po jakimś czasie uspokoiła się ,grzecznie idzie przeprosić ojca, patrzy na niego swoimi wilekimi jasnoniebieskimi oczkami, tatusiowi już mięknie serce

– Tato przepraszam że …jesteś głupi.

 

 

W czase ferii zimowych pojechaliśmy do Wrocławia tzn byliśmy wg Lidki w Dobrosławiu. Gdzie Witkowi najbardziej się podobała Panorama Wrocławicka autorstwa Kossaka i Styki.

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Takie tam…

No nie było mnie tu dawno…. trudno mi znaleźć usprawiedliwienie , nie da się ukryć że mój brak zorganizowania ostatnio przełożył się między innymi na pisanie bloga.

Miałam plan zrobić wpis o przygotowaniach świątecznych. Ale święta nas zastały znienacka. Raport poświąteczny miałby ciekawą fabułę , gdyż wigilijne popołudnie spędziliśmy z Lidką na SORze zszywając jej głowę. Sylwester był u nas szczególnie wystrzałowy, nasza petarda podpaliła pole sąsiadów, nowy rok rozpoczeliśmy gasząc pożar. Z nowym rokiem okazało się niespodziewanie, że Witek płynnie czyta atlas geograficzny , jednak absolutnie odmawia czytania czytanek z zerówkowego podręcznika miałam jako dumna matka pochwalić się na blogu ale jakoś mi tak zeszło.

Codziennie leżąc w łóżku planuje, że jutro to koniecznie muszę napisać o tym albo o tamtym. A potem kolejny dzień mija i ja znowu planuje wieczorem 🙂

Wiosna, czuć w powietrzu wiosnę …idzie dużymi krokami zaczynam się budzić z zimowego snu.

Rozpoczynamy przygotowania do 3 urodzin bliźniaków. Trudno uwierzyć że to już trzy lata. To czas w którym nasze życie stanęło na głowie, podwoiła nam się liczba dzieci, Jerzyk zachorował, jego choroba przewartościowała wszystko , zabrała nam wiele ale też bardzo dużo dostaliśmy. Nieustannie miotamy się między radością z postępów jakie robi chore dziecko a żalem jaki się pojawia w zderzeniu z faktem jak bardzo  jest opóźniony. Wzmaga nasz ból , samoistnie nasuwające się porównanie Jerzyka do Lidzi, że razem by mogli teraz biegać, bawić się, śpiewać piosenki, kłócić się… Ale tak nie jest, Lidzia jest niesamowicie mądra, rezolutna, elokwentna i zdecydowanie wyprzedza swoich rówieśników. Jej kompanem jest Wituś, Gosia natomiast ogromnym autorytetem a Jerzyk dla całej tróki jest malutkim braciszkiem, pomimo jest starszy od Lidki o 2 minuty.  Wszyscy z wielką radością obserwujemy jak Jerzyk robi postępy jednocześnie niecierpliwimy się i zachłannie chcemy więcej. A on nas zaskakuje ale o tym napiszę w specjalnie.

 

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze